Okiem Agaty: filmowe fascynacje - Zaginiona dziewczyna (Gone Girl, 2014)

12/12/2015


Zapraszam do zapoznania się z kolejną recenzją Agaty.

W tym tygodniu trzymający w napięciu film Davida Finchera, twórcy "Siedem" i "Podziemnego kręgu" - "Zaginiona dziewczyna" z Benem Afflekiem i Rosamund Pike.

Zaginiona dziewczyna (Gone Girl, 2014)
Cóż można począć w zimny, listopadowy wieczór? Chyba przydałby się jakiś porządny film, wygodna kanapa i filiżanka pysznej herbaty. Tylko, co tu wybrać? Romans? Thriller? Sensację? Dramat? Dla niezdecydowanych mam pewien film w zanadrzu, który w interesujący sposób łączy różne gatunki, wyróżnia się sprawną reżyserią i przyzwoitym aktorstwem, a zaintrygowanego widza przez ponad 2 i pół godziny trzyma w napięciu. Mowa o „Zaginionej dziewczynie” Davida Finchera z Rosamund Pike w tytułowej roli.
Sama fabuła wydaje się składać z ogranych klisz, złożonych w zaskakujący kolaż. Bo czegóż można oczekiwać w piątą rocznicę ślubu gdy jest się małżeństwem z amerykańskiej klasy średniej? W zwiazku Nicka i Amy Dunne (Ben Affleck, Rosamund Pike) chyba nadal kolacji przy świecach, bukietu kwiatów i pudełka czekoladek. Nagłego zniknięcia żony raczej nie spodziewa się nikt. Przynajmniej mąż wygląda (lub pozuje) na wielce zaskoczonego. Dla policji potencjalny scenariusz jest raczej oczywisty – doszło do zbrodni, a najbardziej prawdopodobnym sprawcą przestępstwa jest mąż ofiary. Również media nie mają cienia wątpliwości gdzie szukać negatywnego bohatera i w jaki sposób relacjonować całe zajście, aby jak najdłużej żerować na rodzinnej tragedii. Osamotniony małżonek zaś, choć do świętych nie należy i ma sporo większych i mniejszych grzechów na sumieniu, postanawia dowieść swej niewinności wszelkimi dostępnymi sposobami. Dla widza natomiast to dopiero początek dość skomplikowanej intrygi z wieloma warstwami i kilkakrotnymi zwrotami akcji.
Z perspektywy osoby, która obejrzała „Zaginioną dziewczynę” mogę stwierdzić, iż decydując się na ekranizację powieści Gillian Flynn i czyniąc pisarkę autorką scenariusza  Fincher niewiele ryzykował. Pierwowzór to bardzo ciekawie nakreślona fabuła, która wręcz prosi się o ekranizację. Widziałam prawie wszystkie filmy tego reżysera i wnioskuję, że lubuje się w niebanalnych thrillerach. Takie tytuły jak „Siedem”, „Gra”, „Podziemny krąg”, „Azyl”, Zodiak”, „Dziewczyna z tatuażem” na długo utkwiły w mej pamięci. Z powyższych tytułów chyba największe wrażenie wywarło na mnie „Siedem” – mroczne i przesycone symboliką chrześcijańską. „Zaginiona dziewczyna” jest bardzie oszczędna, mniej odrealniona, bardziej dramaturgicznie uwikłana w zwykłym, szarym życiu przeciętnego człowieka. Chyba przez to jest nawet bardziej złowieszcza. O ile „Siedem” opowiadał historię zwyrodniałego psychopaty, który zdarza się jeden na milion, o tyle bohaterowie „Zaginionej dziewczyny”, choć nieco mroczni, niepozbawieni wad, zdają się szeptać z ekranu, że zło czai się w każdym z nas, może mieszkać tuż obok, sypiać z nami przez lata w tym samym łóżku. Nie jest to może najbardziej optymistyczna diagnoza, ale za to jakże prawdziwa…

Cóż, ja ów film obejrzałam z przyjemnością. Uwielbiam takie mroczne opowieści o rzekomym małżeńskim szczęściu, które prowadzi do tragedii. To takie banalne: najwięcej zbrodni rozgrywa się w domu, w zaciszu czterech ścian. Trzeba jedynie ustalić, kto w danej łamigłówce jest katem, a kto ofiarą. W filmie Finchera nie jest to oczywiste. I choćby z tego powodu do zapoznania się z jego dziełem stanowczo zachęcam.
źródło zdj: rollingstone, theguardia, theverge

autorka recenzji: Agata

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Jestem w trakcie lektury Zaginionej dziewczyny i mogę powiedzieć tylko jedno - jeśli film jest tak samo dobry jak książka, to jest on wybitny. Nie mogę się doczekać, żeby go obejrzeć.
    Pozdrawiam :)
    http://mybooktown.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem w trakcie lektury Zaginionej dziewczyny i mogę powiedzieć tylko jedno - jeśli film jest tak samo dobry jak książka, to jest on wybitny. Nie mogę się doczekać, żeby go obejrzeć.
    Pozdrawiam :)
    http://mybooktown.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń