Okiem Agaty: filmowe fascynacje - Nienawistna Ósemka (The Hateful Eight, 2015)

1/17/2016


Zapraszam do przeczytania kolejnej recenzji autorstwa Agaty.

Tym razem jest to recenzja najnowszego dzieła Quentina Tarantino „Nienawistna ósemka” w którym zagrali m.in. Samuel L. Jackson, Kurt Rusell oraz Jennifer Jason Leigh.


Nienawistna Ósemka (The Hateful Eight, 2015)
Jako wierna fanka filmów Quentina Tarantino nie mogłam przegapić “Nienawistnej Ósemki”. Wybrałam się zatem do kina, spędziłam w nim przeszło 3 godziny i wybawiłam się  za wszystkie czasy. Oto bowiem król groteski, kiczu i pastiszu powrócił w swym jedynym i niepowtarzalnym stylu filmem, który „śmieszy, tumani, przestrasza”.

Jak to u Tarantino bywa, akcja filmu i jego pozorne przyporządkowanie gatunkowe jest jedynie pretekstem do ukazania plejady gwiazd w niebanalnych rolach, okraszonych hektolitrami czerwonej farby. Mamy zatem do czynienia z czymś, co miało przypominać stary, dobry western. Przeważająca część filmu rozgrywa się we wnętrzu zagubionego pośród gór Wyoming przybytku dla strudzonych kowbojów o wdzięcznej nazwie Pasmanteria Minnie. Z powodu nagłej śnieżycy spotyka się w nim nie do końca przypadkowa zbieranina: dwóch łowców głów, morderczyni,  weteran wojny secesyjnej, emigrant z Meksyku, miejscowy kowboj oraz rzekomi szeryf i kat z pobliskiego miasteczka. I jak to u Tarantino: nie każdy bohater jest tym, za kogo się podaje, nie każdy też dożyje napisów końcowych, w każdej chwili zaś widz może oczekiwać nagłych zwrotów akcji, zmian w sposobie prowadzenia narracji oraz krwi lejącej się strumieniami. Zanim jednak to nastąpi bohaterowie wygłoszą szereg niepoprawnych politycznie i dość teatralnych dialogów. Mamy tu bowiem do czynienia z nagromadzeniem niebanalnych wątków i arcyciekawych postaci. Aż nie wiadomo, komu kibicować. Oto pierwszy z łowców głów, czarnoskóry major Marquis Warren (Samuel L. Jackson). Taszczy ze sobą trzy truchła upolowanych uprzednio bandziorów, za które zamierza zgarnąć sowitą nagrodę w pobliskim miasteczku Red Rock i do tego posiada przy sobie list od samego prezydenta Lincolna.  Jego przypadkowy druh, John "Szubienica" Ruth (Kurt Russel), pragnie zaprowadzić na szafot morderczynię, Daisy Domergue (Jenffer Jason Leight) i tym odróżnia się od swojego kolegi po fachu, że dostarcza swe zdobycze żywe a nie martwe, dając tym samym zarobić miejscowemu katu. Napotkany po drodze Chris Mannix (Walton Goggins) niejako samozwańczo tytułuje się nowym szeryfem miasteczka, do którego wszyscy zdążają. Owi strudzeni wędrowcy w Pasmanterii Minnie mają szczęście vel nieszczęście spotkać generała Konfederacji, Sandy’ego Smithersa (Bruce Dern), opiekującego się lokalem Meksykanina Boba (Demian Bichir), kata z Red Rock Oswaldo Mobray’a (Tim Roth) oraz kowboja Joe Gage (Michael Madsen) rzekomo zmierzającego w rodzinne strony na święta. To, że interesy co poniektórych przybyszów są ze sobą sprzeczne wydaje się być od początku oczywistą oczywistością. Od pierwszej sceny oczekujemy zatem, że wydarzy się coś niepokojącego, co popchnie akcję filmu ku krwawej jatce. Wszakże tytułowa Nienawistna Ósemka to Ameryka w pigułce: zbiór indywiduów różnej rasy, płci i pochodzenia, których łączy chęć pozabijania się nawzajem.

W mojej ocenie ten film to majstersztyk. Choć trwa 3 godziny i 7 minut nie wynudziłam się nawet przez sekundę. Intryguje, trzyma w napięciu, zaskakuje… W pamięci zapadły mi role Samuela L. Jacksona, Kurta Russela i Tima Rotha, którzy grają tu na granicy autopastiszu. Aż dziw, że spośród wszystkich członków obsady zaledwie Jenffer Jason Leight otrzymała nominację do Oscara. Jedyne nad czym się zastanawiałam wychodząc z kina, to czy nie przegapiłam momentu, w którym Tarantino ukazał się na ekranie. Przyzwyczaił mnie bowiem do tego, że lubi wystąpić choć przez chwilę w swoim filmie. Dopiero głębsza lektura materiałów promocyjnych uświadomiła mi, że tym razem reżyser zadowolił się rolą narratora (niewymienionego w czołówce), który z offu komentuje rzeczywistość w scenie retrospekcji.
Wiele w tym filmie nawiązań, cytatów i zapożyczeń. Choćby początkowe kadry, ukazujące góry Wyoming, jakże przypominające logo wytwórni Paramount Pictures. Sporo chwytów, do których uprzednio przyzwyczaił nas Tarantino (np. podział filmu na rozdziały, jak w „Kill Billu”, pozornie przegadane dialogi niczym w „Pulp Fiction”, estetyka rodem ze slashera, czyli ultrakrwawego horroru, która towarzyszy jego filmom od zarania). Twarze aktorów też wydają się nad wyraz znajome tym, którzy są obeznani z twórczością owego reżysera.

Mnie styl filmów Tarantino wysoce odpowiada. Jego najnowsze dzieło jest jakie jest: interesująco zagrane, idealnie skrojone, cudownie okraszone muzyką Ennio Morricone (nomen omen, nagrodzoną Złotym Globem i nominowaną do Oscara). Jeśli ktoś również lubuje się w lansowanej przez niego stylistyce -  gorąco polecam. Pozostałym doradzałabym daleko posuniętą wstrzemięźliwość w zakresie ewentualnego zapoznawania się z dziełem. Ktoś, komu nie przypadły do gustu „Pulp Fiction”, „Django” czy „Bękarty Wojny”, do „Nienawistnej Ósemki” również nie zapała miłością…
źródło zdj: dailymail, slate, whatculture

autorka recenzji: Agata

You Might Also Like

0 komentarze