If you can't find a way, make one. Filmy drogi w zestawieniu Karoliny M.

3/20/2016


Film drogi to obraz, którego leitmotivem jest podróż- zarówno ta będąca ucieczką przed wymiarem sprawiedliwości, wyprawą w odległe zakątki świata, gdzie życie płynie inaczej czy też przygodą, której celem jest odnalezienie sensu życia i poczucia prawdziwej wolności. Niewątpliwie w większości dzieł wolność jest cnotą najwyższą, której chęć doznania stanowi główny bodziec wyprawy bohaterów filmowych. Filmy drogi pozwalają dostrzec, jak podczas danej wędrówki dokonuje się zaskakująca metamorfoza głównych postaci, często też zdumiewająca dla nich samych.

Prawdziwego rozkwitu filmu drogi dopatrywać się można w USA w latach 60-70 – motyw drogi stanowił niejako symbol ucieczki przed aktualną sytuacją polityczną, odrzuceniem władz, związany był z narodzinami ruchów hipisowskich oraz pacyfistycznych. Choć ten bunt przed zakłamaniem i hipokryzją społeczeństwa w głównej mierze niesie w sobie pragnienie nieskrępowanej wolności, to jednak podróż ta jest w wybranych przeze mnie dziełach rozpatrywana w różnych aspektach. Przyjrzymy się tu pięciu filmom, większości z nich noszącym miano kultowych.


Thelma i Louise (1991, reż. Ridley Scott)
Obsadzenie kobiet w głównych rolach jako uciekinierek było w tym kultowym już filmie Ridley'a Scotta czymś nowatorskim. Oto bowiem dwie przyjaciółki- znudzona pracą kelnerki Louise (Susan Sarandon) i podporządkowana apodyktycznemu mężowi Thelma (Geena Davis) wyruszają w kilkudniowy wyjazd w góry. Pragną oderwać się od szarej rzeczywistości i wreszcie zaszaleć. Nagle jednak przebieg wycieczki komplikuje się już pierwszego dnia- pijaną Thelmę próbuje zgwałcić poznany kilka godzin wcześniej mężczyzna, a Louise niespodziewanie zabija go. W tym momencie kończy się beztroski charakter wyprawy. Dalsza podróż upływa na przekraczaniu kolejnych granic w łamaniu prawa, stają się ścigane przez policję, dlatego też kobiety postanawiają uciec do Meksyku. Wiedząc, że nie mają już nic do stracenia i będąc świadomymi, że prędzej czy później ręka sprawiedliwości je dosięgnie, podczas dalszej podróży dopuszczają się przestępstw, o które jeszcze kilka dni wcześniej nigdy by siebie nie podejrzewały. Stopniowo wyzbywają się skrupułów, aby jak najdłużej przetrwać i osiągnąć upragnioną wolność w Meksyku. Droga ta wyzwala z nich te emocje, na jakie nie pokusiłyby się do tej pory- świetnie pokazuje to scena zemsty na sprośnym kierowcy ciężarówki. Z podporządkowanych pracy czy innym ludziom kobiet stają się stanowczym, bezkompromisowym duetem. Do końca chcą zapisać scenariusz własnego życia po swojemu, dlatego nie godzą się na zatrzymanie przez wymiar sprawiedliwości.

Film jest pochwałą wolności, siły kobiecości i przyjaźni- bohaterki, choć tak od siebie różne, w obliczu kryzysowych i tragicznych wydarzeń do końca i bez chwili zwątpienia pozostają razem. Pokuszę się również o stwierdzenie, że „Thelma i Louise” to film drogi, w którym to owa droga wyzwala kobiety z duszącego patriarchalizmu.

Swobodny jeździec (1969, reż. Dennis Hopper)
Słowa zawarte w trailerze dzieła- „A man went looking for America and couldn't find it anywhere”- w doskonały sposób ujawniają cel wędrówki dwóch hippisów- „East Rider” jest bowiem obrazem pokolenia „dzieci kwiatów”. Główni bohaterowie- Wyatt (Peter Fonda) i Billy (Dennis Hopper)- po sprzedaniu większości posiadanych narkotyków wyruszają w podróż Harleyami do Nowego Orleanu. Przemierzają Stany Zjednoczone od Kalifornii, przez Arizonę po Teksas. W filmie czujemy mocno ducha Ameryki, obserwujemy drogę niekończącymi się autostradami, krajobrazy południowych stanów USA, dodatkowo utwór Steppenwolf „Born to be wild” otwierający film, jak i cała ścieżka dźwiękowa, oddają buntowniczy charakter wyprawy.

Bill i Wyatt w czasie swojej podróży korzystają z uprzejmości przypadkowych ludzi, zatrzymują się i śpią w przypadkowych miejscach. Czują się wolni i beztroscy, po drodze zabierają również autostopowicza, który żyje w hippisowskiej komunie. Wszyscy świetnie korzystają z uroków wolności, nie myślą o przyszłości, żyją chwilą. Udając się w dalszą podróż bohaterowie trafiają przypadkiem na pochód państwowy, a za defilowanie bez pozwolenia zostają osadzeni w więzieniu. W celi poznają uzależnionego od alkoholu prawnika Georga (Jack Nicholson), który staje się kolejno ich współtowarzyszem. Dalsza wyprawa przebiega na używaniu wolności, narkotyków, uwodzeniu dziewczyn, jednocześnie spotykają się oni z coraz większą wrogością i niechęcią. George tłumaczy to niezrozumieniem i niemożnością akceptacji społeczeństwa dla ich inności i pragnienia wolności, jak powiedział: „Ciężko być wolnym, kiedy jest się towarem na rynku”. Wyatt zaczyna mieć jednak coraz większe wątpliwości, czuje się rozdarty, czy taki sposób na życie jest tym wymarzonym- widzi, że Ameryki, za którą tęsknią, już nie ma i to wprowadza go w melancholię. Ucieczka w narkotyki, dziewczyny, nie przynosi spełnienia.

Film stanowi wyraz tęsknoty za utraconymi ideałami, za nieskrępowaną wolnością- bohaterowie stają w opozycji do, w ich ocenie, zniewolonych przez pieniądze i normy społeczne jednostek. Podróż ku wolności i duchowi dawnej Ameryki znajduje jednak swój tragiczny finał. Śmierć Wyatta i Billa symbolizuje koniec pewnej epoki- epoki „dzieci kwiatów”, nieograniczonej wolności, seksu, narkotyków. Umierają w sposób przypadkowy, bez patosu, a droga odnalezienia swoistego „American Dream” okazała się dalece rozczarowująca.

Wszystko za życie (2007, reż. Sean Penn)
Film wyreżyserowany przez Seana Penna jest liryczną apoteozą wolności- wyzbycia się narzuconych społecznie ról, nieskrępowanej oraz nieokiełznanej. Duch owej wolności jest obecny w każdym kadrze. Główny bowiem bohater- Christopher McCandless (Emile Hirsch)- po ukończeniu studiów wyrusza w samotną podróż, zamiast obrać schematyczną ścieżkę kariery i pomnażania majątku. Pewien wzorzec zachowań ludzkich- chęć posiadania, wzbudzania zazdrości, nieszczerość, fałsz, niedomówienia, budzi w nim wstręt; pragnie uciec od tego, czego oczekuje od niego społeczeństwo- przede wszystkim rodzice. Jego celem jest Alaska, a drogę do niej pokonuje pieszo, autostopem, łódką czy wskakując do jadącego pociągu. Mężczyzna szuka szczęścia i wolności, a cała jego wyprawa jest też metaforą podróży wewnątrz siebie. Warto podkreślić, że film oparto na autentycznej historii Christophera McCandlessa, który jest, jak sam siebie opisuje, „estetą, podróżnikiem, którego domem jest droga”. Co również istotne, aby uwypuklić chęć zmiany i odcięcie się od dotychczasowego życia, nadaje sobie imię Alexander Superwłóczęga.
Obraz Penna to prawdziwa uczta dla oczu i uszu- zdjęcia dziewiczych rejonów Alaski, Dakoty i Arizony, mnóstwo zbliżeń na faunę i florę sprawiają, że wielu z nas zapragnęłoby wyruszyć w drogę, przy akompaniamencie muzyki Eddiego Veddera, która towarzyszyłaby podczas wędrówki.

Równie ważną wartością dla Christophera jest prawda- ucieka on bowiem w moim odczuciu przede wszystkim przed fałszem, zakłamaniem, hipokryzją, którymi większość w jego otoczeniu jest przesiąknięta.

Droga w stronę zespolenia z naturą nie jest jednak prosta - napotyka on na trudności niejednokrotnie, a nieposkromiona natura nie zna litości. Ta pierwotna potrzeba bliskości z naturą i odrzucenie dóbr materialnych, kariery, prestiżu, niesie ze sobą z jednej strony prawdę, harmonię, życie w zgodzie ze sobą, ale też niepewność jutra, ciągłą walkę, wyobcowanie, Podczas swojej drogi na Alaskę poznaje przypadkowych ludzi i okazuje się on inspiracją oraz bodźcem do refleksji także dla jego towarzyszy. Czy można powiedzieć, że był szczęśliwy? Na pewno w poszukiwaniu szczęścia i wolności  warto poświęcić swoje życie- i ta droga, na przekór wszystkim i wszystkiemu to najważniejsze, co uczynił dla siebie, by zbliżyć się do osiągnięcia upragnionej harmonii i wolności absolutnej.

Locke (2013, reż. Steven Knight)
Film Stevena Knighta przedstawia historię Ivana Locka (Tom Hardy)- mężczyzny, który po skończonej pracy udaje się w podróż z Birmingham do Londynu. Obraz stworzony został w oparciu o jedną, ciągłą scenę wyprawy samochodem, co, choć stanowiło dość ryzykowną koncepcję, to jednak w mojej ocenie reżyser wyszedł z tego obronną ręką- duża w tym również zasługa Hardy'ego, który wcielił się w tytułową postać. Choć aktor gra oszczędnie nie przejawia przesadnej ekspresji, to jednak doskonale oddaje toczący się wewnętrzny dramat bohatera. Wyruszając ma wszystko- ustabilizowane życie rodzinne, pracę kierownika budowy, w której jest ceniony i poważany, w trakcie drogi jednak wszystko wywraca się do góry nogami. W poczuciu niezachwianej pewności i słuszności swojego czynu, postanawia wyruszyć do szpitala, by być przy kobiecie, która w tym czasie rodzi jego dziecko, ryzykując tym samym swoją pracą i kochającą rodziną. Rozmowy telefoniczne z żoną, synami, przełożonym, pracownikami, rodzącą Bethan, prowadzone w czasie drogi, którą Ivan pokonuje, zmieniają jego życie i burzą spokój. Co znamienne, mężczyzna rozmawia również z nieżyjącym ojcem i to jego postępowanie z przeszłości stanowi siłę napędową działań bohatera. Pragnie on za wszelką cenę nie powielać wzorca jego zachowania, dlatego świadomy konsekwencji swojego jednorazowego wyskoku, którego owocem jest rodzące się w tym czasie dziecko, jedzie do Londynu, by uczestniczyć w narodzinach. Zdajemy sobie sprawę, że każdy rozmówca Ivana ma mnóstwo racji i tym samym nie można jednoznacznie określić, czy postępuje on właściwie czy też nie.

Cała droga Locka jest metaforą sprzeczności oraz przeciwnych biegunów dobra i zła, odpowiednich i nieodpowiednich wyborów, które nigdy nie są jednoznaczne i obiektywne. Może powinien on obrać inną drogę i ruszyć prosto do domu? Tylko czy wtedy mógłby spojrzeć sobie w oczy wiedząc, że postąpił dokładnie tak jak jego ojciec, którym to zachowaniem gardził?

Truposz (1995, reż. Jim Jarmusch)
„Truposz” to niezwykle klimatyczna podróż po wyjałowionych ziemiach Dzikiego Zachodu. Główny bohater, księgowy William Blake (Johnny Depp) wyrusza do Machine, gdzie otrzymuje propozycję pracy. Na miejscu okazuje się, że stanowisko jest już nieaktualne. Mężczyzna spędza wieczór w barze i staje się świadkiem ataku na kobietę. Po udzieleniu jej pomocy oboje udają się do niej do domu. Następnego dnia odkrywa ich narzeczony kobiety i, jak się potem okazuje, syn niedoszłego pracodawcy, Pana Dickinsona. Zabija on narzeczoną, William natomiast oddaje strzał mężczyźnie, po czym ucieka, również raniony. Dalszą wyprawę pokonuje konno z Indianinem (Gary Farmer), który przedstawia się jako Nobody. W wyniku niefortunnej strzelaniny Blake staje się ściganym listem gończym, a za nim w podróż w celu jego schwytania udaje się trójka wynajętych morderców. Nie da się nie zauważyć, że są oni postaciami groteskowymi- dzięki nim historia doprawiona zostaje szczyptą czarnego humoru.

Podróż bohatera jest bardziej mistyczną drogą, balansuje on na granicy życia i śmierci- sam Nobody nazwał go „dead man”. Choć skutecznie ucieka przed schwytaniem, to jednak jest „trupem za życia”, osłabionym i zobojętniałym- szczególnie właśnie na śmierć, zabija bowiem każdego, kto stanie mu na drodze. Wspólna wyprawa Blake'a i członka indiańskiego plemienia jest tak naprawdę samotną wędrówką- komunikują się oni na zupełnie innych płaszczyznach. Co znamienne, bohater zapytany przez spotkanych traperów o to, z kim podróżuje, odparł: „with nobody”, co możemy zrozumieć dwojako- również jako samotną, wewnętrzną wędrówkę ku odkupieniu.

Nie bez znaczenia jest przedstawiony w „Truposzu” kontakt i harmonia plemion indiańskich z naturą. Jarmusch próbuje w moim odczuciu przemycić prawdy ukazujące krzywdy Indian i jak za sprawą białych ludzi to zespolenie, świadomość cykliczności, zostaje zachwiane. Muzyka Neila Younga dodatkowo potęguje to wrażenie dysonansu i zachwiania równowagi, wprowadza pewien niepokój, ale też podkreśla liryczny charakter dzieła. Kres podróży Williama i Nobody to oswojenie się ze śmiercią, pogodzenie z własnym losem- „pora, byś powrócił, skąd przybyłeś”- pewnego rodzaju klamra ukazuje ową cykliczność i nieuchronność tego, co ma nastąpić. Droga głównego bohatera jest zatem jednocześnie początkiem i końcem.
autorka tekstu: Karolina Matuszewska

You Might Also Like

0 komentarze