Przełęcz Ocalonych (Hacksaw Ridge, 2016)

2/23/2017


Mel Gibson po długiej przerwę powraca do kinematografii jako reżyser filmu wojennego, ukazujący wspaniałą historię niesamowitego żołnierza Armii Stanów Zjednoczonych- Desmonda Dossa.


Reżyseria Mela Gibson wypada naprawdę doskonale, powrócił w świetnym i efektownym stylu. W odpowiedni sposób podszedł do pięknej oraz emocjonalnej historii wspaniałego człowieka, jakim był Desmond Doss. Świetnie dobrał całą ekipę, muszę przyznać, że o niektóre nazwiska w obsadzie miałem małe obawy. Widać, że całość została dobrze przemyślana, a także poświęcono nad tym dziełem sporo pracy, dopieszczają do perfekcji większość aspektów.

Scenariusz został perfekcyjny zbudowany, co najważniejsze jest bardzo wciągający, a także pobudza wrażliwość, szczególnie od połowy trzyma w napięciu. Zadbano o odpowiednie rytm przebiegu fabuły, zaczyna się dość spokojnie, a czym dalej dostajemy coraz więcej wrażeń. Zakończenie bardzo dobre, historię zamknięto w odpowiednim tonie, nie wciskając nic zbędnego na siłę, podchodzą do niej naturalnie i subtelnie.

Wątek miłosny między Desmond Doss (Andrew Garfield) a Dorothy Shutte (Teresa Palmer) potraktowano bardzo łagodnie, przy czym nie tracąc wyraźnej chemii, w żadnym stopniu nie zrobiono z niego ckliwego romansu, dzięki temu główny wątek na tym nic nie stracił, a całość zyskuje. Z przedstawionych wątków duże wrażenie robi dramat ojca Tom Doss (Hugo Weaving) głównego bohatera, wzbudza mocne emocje i daję wiele resekcji.

Bardzo spodobała mi się część, w której Desmond trafia do wojska, przypomina wiele niezapomnianych momentów z klasyków filmów wojennych. W tym rozdziale jest spora dawka pozytywnego humoru, można go nazwać przygotowaniem na silne i trudne wyzwania emocjonalne.

Sceny ukazujące piekło wojenne zrobiły na mnie powalające wrażenie, zostały pokazane w przekonujący i wiarygodny sposób, właśnie od tej części gdzie toczy się wojna, doceniłem obraz jeszcze bardziej, co za tym idziecie, podniosłem swoją ocenę.

Na ekran przelano wiele poruszających emocji, pobudzający do wzruszenia, a także mocnych refleksji. W tej całej smutnej aurze nie zabrakło także pozytywnego humoru, który dostarcza nam dobrej zabawy i staje się przyjemniejszy i nie odpycha.

Andrew Garfield świetnie wczuł się w swą kreację, w moich oczach wypadł bardzo wiarygodnie, pokazał wielokrotnie naturalne i wyraziste emocjonalne aktorstwo z charyzmą. Dużą uwagę przykułem do Hugo Weavinga, również wywiązał się ze swojego zadania, choć trzeba zaznaczyć z nie miał zbyt wiele scen, to mimo to zrobił na mnie wrażenie. Lekko się zdzieliłem, widząc Vince Vaughna w obsadzie, a zwłaszcza takiej roli, mnie ten aktor nigdy nie przekonywał, głównie kojarzył mi się z dennymi komediami, ale muszę przyznać, że tym razem nie mogę się do niego przyczepić. Warto także wspomnieć o Teresie Palmer, która stworzyła łagodna i ujmującą kreację, choć nie była, to możne jakaś powalają gra aktorska, to w żadnym stopniu mi nie przeszkadzała.

Reszta obsady poradziła sobie bardzo dobrze, casting w tym przypadku zasługuje na duży plus, nie można wskazać aktora, który przejawiał sztuczność i nie pewność.

Patrząc od strony technicznie stoi na wysokim poziomie. Zdjęcia może nie są szczególnie zachwycające, ale ich twórca Simon Duggan perfekcyjnie się wywiązał ze swojego, zdjęcia wpisują się w klimat. Muzyka skomponowana przez Ruperta Gregsona-Williamsa, wraz z Johnem Debneyem znakomita, nadaję jeszcze więcej dreszczu, dzięki czemu klimat zyskuje większy wydźwięk. Sceny batalistyczne zostały doskonale nakręcone, co najważniejsze zachowano racjonalizm i realizm, można poczuć się jak na wojnie.

Wreszcie doczekałem się filmu wojennego na miano klasyków, bardzo brakowało tego w obecnym kinie, szkoda, bo ten gatunek zawsze był jednym z moich ulubionych Nominacja do Oscara jak najbardziej zasłużona, jeden z najlepszych prodykcji minionego roku.

You Might Also Like

0 komentarze