Paterson (2016)

4/05/2017

Najnowszy film słynnego reżysera Jima Jarmuscha, twórcy takich dzieł jak „Truposz”, „Kawa i papierosy” czy „Tylko kochankowie przeżyją". Tym razem stworzył prostą historię o kierowcy autobusu małego miasteczka Paterson, który w międzyczasie zajmuje się pisaniem dość specyficznych wierszy.


Paterson (2016, reż. Jim Jarmusch)
Przed rozpoczęciem sensu wiedziałem, że to jej mój typ kina i byłem spokojny o swój poświęcony czas i w żadnym stopniu nie zostałem zawiedziony. Liczyłem, na dobry film a dostałem coś znacznie więcej. Większość aspektów idealnie trafiła w mój gust. Ten nakręcony obraz na pewno świetnie trafi do widza, który lubi takie skromny i wyważony typ filmowy.

Dla mnie jednym z największych zalet są znakomicie skonstruowane dialogi, jest mnóstwo zabawy ich formą, czuć w nich swobodę i delikatność nie ma w nich ani grama chaosu oraz przesycenia. Jeśli głęboko wejdziemy, w słowa dostaniemy wiele życiowych przemyśleń dających do mocnych refleksji.

Są także momenty, w których nasza wrażliwość zostaje silnie pobudzona, w przypadku mojego odbioru emocji, często chwytały mnie za serce i łaskotało za oczy. Prosta forma w tym przypadku zadziała perfekcyjnie. Przekazano, nam wiele rozterek życiowych dając do zatrzymania się na chwilkę i przemyśleń swoje przyszłości, marzeń oraz czym dla nas jest sens życiowy.

Jim Jarmusch pokazał swą doskonałą ręką reżyserską. Każdy element został porządnie poskładany, nie można doszukać się poważniejszych dziur. Widać, że obraz został obdarzony w solidne ramy. Scenariusz, który także napis stoi na dobrym poziomie, wiadomo, nie jest, to nic nadzwyczajnego, ale w tym przypadku tego typu dzieła nie było większego sensu wpychać na siłę nietypowych rozwiązań, mogłoby to tylko zepsuć solidność całości. Najważniejsze, że przebieg historia toczy się płynie, przez ani chwili nie zanudza i nie zostaje zbędnie przeciągany.

Główne postacie zostały odpowiednio stonowane, nadano im bardzo naturalne charaktery, w których można poczuć swoje odbicie lustrzane. Jest, w nich silna autentyczność co sprawia prosty odbiór. Relacje między głównymi bohaterami pod względem aktorskim, jaki i nadanej kreski została doskonale stworzona, Na ekranie widzimy, urzekają parę, która od samego początku skrada nasze serce. Widać w tym wszystkim wyrazistą miłość oraz więź.

Pod względem aktorskim nie można dostrzec żadnych minusów. Adam Driver perfekcyjnie wczuł się w spokojną kreację, najważniejsze udało mu się uzyskać odpowiednią ekspresję bez nadmiaru zbędnych emocji, fizycznie także zagrał bez zarzutu. Golshifteh Farahani pierwszy raz miałem okazje, zobaczy ją w akcji pewnie jak większość osób, trzeba przyznać, że Jarmusch znalazł młodą utalentowaną aktora, która odwdciczyła się bardzo sprawnym aktorstwem, bez wątpienia dzięki nie obraz zyskał na istotnym elemencie całej układanki. Będę czekać na jej dalsze etapy kariery, muszę przyznać, że szybko urzekła mnie swoją postawą na ekranie. Z pozostałych aktorów dla mnie najciekawiej wypadł napotkany poeta Japończyk pod koniec. Oczywiście nie można zapomnieć o słodziaku Marvinie, który momentami skrada show swoim pyszczkiem.em.

Warto także wspomnieć o świetnie skartowanych zdjęciach, widać, że operator miał wyostrzone oko, dzięki niemu seans jest jeszcze przyjemniej. Scenografia szczególnie w domu bohaterów została, obdarzą dość dużą uwagą, to połączenie czerni z bielą, nie może zostać poza naszym wzrokiem. Jest, to prosty zabieg, ale bez wątpienia dodaje nieco smaku.

You Might Also Like

0 komentarze