Kształt wody (2017) - Podwodna bajka dla dorosłych

lutego 27, 2018


Na bajki zwykliśmy patrzeć z lekkim przymrużeniem oka – że niepoważne i właściwie dla dzieci. „Kształt wody” wydaje się więc swoistą chimerą, ponieważ to bajka dla dorosłych. Jednak Marta Łozowska podejmuje się rehabilitacji tego filmu – bo według niej, on na to zasługuje!


Niektórzy kiwają głowami z lekkim zdziwieniem – dlaczego ten film ma aż 13 nominacji do Oskara?! Historia jest przecież zupełnie nieprawdopodobna, postacie czarne albo białe (czyli od razu wiemy kto dobry, a kto zły) i rzecz jasna występują nierealni bohaterowie – jak tutaj nasz podwodny potwór. To przecież wyraźne cechy bajki. Ale King Konga czy Batmana też nie ma, ale za sprawą magii kina nikt przecież nie kwestionuje ich miejsca w masowej wyobraźni ;) Więc dajmy się przekonać i tym razem. Tym bardziej, że pomimo cechującej każdą bajkę dozy naiwności, dostajemy dobre, wielogatunkowe, wyważone kino.

Reżyser Guillermo del Toro ma taki zwyczaj, że swoje nietuzinkowe historie osadza w kontekście, tle historycznym. Tak było przy „Labiryncie fauna”, gdy zabrał nas na hiszpańską wojnę domową, tak jest i teraz – bo obserwujemy amerykański wyścig zbrojeń z dawnym Związkiem Radzieckim. I właśnie poprzez ten zabieg nasza bajka przestaje być dla dzieci, gdzie panuje zasada „za siedmioma górami” i „daleko, daleko stąd” (czyli właściwie wszędzie i nigdzie). Nasza opowieść zyskuje bowiem konkretny czas i miejsce.

Tym razem historia jest jednak bardziej miękka, niż miało to miejsce w „Labiryncie”, bo punktem wyjścia nie jest horror, a romans niemej sprzątaczki z więzionym wodnym potworem, którzy podobnie ułomni i odrzuceni społecznie, szybko znajdują nić porozumienia. Do tego obraz urzeka swoją baśniowością, intymną muzyką i nietuzinkową scenografią – i mimo, że choć to fantasy, to dzięki wyważeniu relacji nie możemy powiedzieć, że to film o potworach czy po prostu romansidło. Nawet sceny erotyczne, przeplatane dreszczowcem, urozmaicone szczyptą realizmu magicznego, nie rażą. Del Toro ma bowiem świetne wyczucie proporcji. Właśnie dzięki temu, pomimo pewnej staroświeckiej fasady, dostajemy nowoczesne, komercyjne kino.

Duży plus za to, że mimo tego, że nie ma tu głośnych aktorskich nazwisk, dostajemy porządnie zagrany film. Typowana do Oscara Sally Hawkins nie wypowiada ani słowa, ale ujmuje rolą wojowniczej miłośniczki wodnego odmieńca. Ciepłem natomiast ujmują,jej nominowani za drugoplanowe role koledzy: Octavia Spencer i Richard Jenkins, a Michael Shannon przekonuje jako czarny charakter.

Jedyne, co troszkę razi, to elementy musicalowe. One są akurat najsłabsze - przydało by im się trochę więcej przymrużenia oka i dystansu (jak to ma np. miejsce w innej bajce: WALL-E). Tego gatunku del Toro akurat nie czuje - ale myślę, że tę niewielką rysę możemy mu jednak wybaczyć, bo nie rzutuje na całościowy odbiór filmu. Gdyby nie to, dałabym o jedną gwiazdkę więcej – a tak jest 8/10.

autorka: Marta Łozowska

You Might Also Like

0 komentarze

Flickr Images