REZERWACJA - Spojrzenie na projekt (odc.4)

5/15/2015


Kolejna odsłona cyklu, w którym śledzimy projekt "REZERWACJA" 

W dzisiejszej odsłonie zdjęcia autorstwa Piotra Markowskiego oraz wywiad poprowadzony prze redaktora naczelnego "18mm" z reżyserem Korkiem Bojanowskim. Zapraszam do oglądania i czytania! 










autor zdjęć: Piotr Markowski

Ze studentem reżyserii Korkiem Bojanowskim, który na początku maja wraz z producentką Marysią Surzycką, w krakowskim Teatrze Słowackiego kręcił swój pierwszy film, rozmawiamy o trudnościach, z jakimi muszą zmierzyć się młodzi twórcy oraz uczciwości wobec widza i samego siebie.

Mateusz Góra: Klasyczna komedia omyłek, akcja dzieje się w Teatrze Słowackiego. Ten projekt wydaje mi się na wielu płaszczyznach bardzo nostalgiczny.

Korek Bojanowski: Chciałbym sprecyzować o co mi chodzi, gdy mówię komedia omyłek. Film w dużej mierze opiera się na kolejnych trudnościach, które musi pokonać bohater i na szybkich i zaskakujących zwrotach akcji. To bardzo prosta historia, piętnaście minut, ukazujących sytuację niemal w czasie rzeczywistym, maksymalnie trzydziestominutową. Sam scenariusz nie wydaje mi się nostalgiczny. Bardzo szybko zostajemy wprowadzeni w problem, jedno tylko zdanie na początku wprowadza nas w akcję, a zakończenie to właściwie trzy sentencje. To był mój priorytet. Wydaje mi się, że bardzo łatwo jest długo opowiadać o bohaterze na wstępie i bardzo łatwo długo go zostawiać na końcu. Zapomina się i nie mówi się o tym, że najwięcej pracy wymaga stworzenie rozwinięcia – pokazanie pokonywania przez bohatera kolejnych przeszkód i barier. Według mnie to główny problem krótkich metraży. Bardzo wyeksponowani są w nich bohaterowie, podczas gdy szczególnie przy tak krótkiej formie powinno się ich przedstawić jak najszybciej. W momencie gdy postać pojawia się na ekranie, powinna wykonywać jakąś czynność lub być tak ubrana, żeby widz od razu wiedział z kim ma do czynienia.

Czyli nie jest to klasyczna komedia omyłek?

Nazwałbym to bardziej komediodramatem, bo jest to dramat podany w zdystansowany sposób. Bardzo wiele osób czytając ten scenariusz, uśmiechało się w pewnych momentach. Niektóre z tych sytuacji są przerysowane. Na pewno nie powoływałbym się na polskie komedie, zwłaszcza ostatnie. Pisząc scenariusz miałem w głowie filmy Billy’ego Wildera, który słynął z zaskakiwania widza licznymi zwrotami akcji. To samo chciałem osiągnąć ja, używając odpowiednio napięcia i sytuacji, w której widzowie wiedzą o czymś, czego bohater nie wie. Jeżeli chodzi o teatr to na pewno zostanie ukazany w naszym filmie jako instytucja. Nostalgia, o której wspomniałeś, zawierać się może właśnie w przedstawieniu teatru. Chcemy cofnąć się o 20-30 lat, pokazując kasjerkę czy bileterkę jako pewnego rodzaju urząd.

Warto eksperymentować już w swoich pierwszych projektach?

Uważam, że warto eksperymentować, ale najpierw trzeba być świadomym narzędzi, którymi operuje język filmowy. Obecnie mamy bardzo duże możliwości i wiele sposobów do tworzenia historii. Ruchome obrazki otaczają nas zewsząd. Nie zdajemy sobie sprawy, że sto lat temu widz nie zrozumiałby nic z tego, co dzisiaj oglądamy. To prawda, historia, którą chcę opowiedzieć jest narracyjna, chodzi jednak o to, że nie chcę oszukiwać ani siebie ani widza. Mówiąc, że tworzę coś nowego, co nie opiera się na istniejących strukturach, tak właśnie bym się czuł. Często moi znajomi, z którymi rozmawiam o kolejnych projektach, już na etapie scenariusza mówią, że robią projekt wyjątkowy. Próbują eksperymentować, nie znając do końca zasad filmowych. Najważniejsze to stworzyć dobry scenariusz, który na etapie czytania powinien być zrozumiały. Potem przychodzi czas na zrealizowanie swoich założeń filmowych. Według mnie nie muszą być eksperymentalne, ale muszą stać się świadomym użyciem istniejących technik.

Czy to rozbieg do robienia filmów gatunkowych, czy może po prostu chcesz podszkolić swój warsztat?


Na pewno nie powstanie na podstawie tego film pełnometrażowy. To jedynie wycinek rzeczywistości. To mógłby być początek jakiegoś filmu, albo zakończenie jakiejś historii, bo ta struktura do czegoś prowadzi. Nie takie było jednak moje założenie – od początku miała to być krótka forma. To nie jest też tak, że nastawiam się na pójściem w kino gatunkowe.

Czy Twój kolejny film też będzie krótkometrażowy? Czy w ogóle myślisz, że kino krótkometrażowe ma jakiekolwiek szanse na zyskanie popularności w Polsce?
Tak, to także projekt krótkometrażowy, chociaż trochę dłuższy. Rzeczywiście kino krótkometrażowe nie istnieje w dystrybucji kinowej, a jeśli istnieje, to jest to animacja albo kino dokumentalne. Obecnie duże zainteresowanie filmami krótkometrażowymi, szczególnie tymi do piętnastu minut, pojawia się wśród użytkowników internetu. Nie traktuję więc tego projektu jako wstępu do późniejszej twórczości. To oddzielny film, który zostanie zakończony w montażu i zamknięty po premierze. Chciałbym, żeby widzowie przez to kilkanaście minut utożsamili się z bohaterem i razem z nim przeżyli to, co się dzieje. Dobrze, jeśli wywoła to w widzu jakieś wrażenia, będzie go intrygował. Może ktoś jeszcze długo po obejrzeniu naszego filmu przypomni sobie jakieś ujęcie, albo na nowo zacznie się zastanawiać nad tym, co zobaczył.

Udostępnicie więc film w internecie, gdzie każdy będzie mógł go zobaczyć, kiedy już przejdzie ścieżkę festiwalową?

W pewnym momencie na pewno chcielibyśmy opublikować film w internecie, może będzie to jeden dzień, kiedy każdy będzie mógł go zobaczyć po premierze. Podstawą będzie jednak wysłanie go na jak najwięcej festiwali.

W jaki sposób chcesz uzyskać efekt świeżości w przypadku tak prostej, schematycznej historii?

Oczywiście chciałbym, żeby to było świeże. Czy będzie innowacyjne nie wiem, nie jestem w stanie tego określić. Mówisz o schematach, ale właściwie my żyjemy schematami. Niezależnie od tego, jak innowacyjny jest film, zawsze ma określoną strukturę. Niezależnie od tego, czy jest to eksperyment charakterystyczny na przykład dla postmodernizmu, w dużej mierze rozbijający istniejące schematy, ostatecznie każde dzieło bazuje na tym, co wypracowano w przeszłości. To dalej jest opowiedzenie historii, tak samo jak 3000 lat temu. Musimy zdawać sobie sprawę z ograniczeń i faktu, że nic całkowicie nowego nie osiągniemy. To zawsze jest rodzaj gry z tym, co wypracowały kolejne pokolenia i z naszymi przeżyciami oraz zdobytą wiedzą. Nie chcę oszukiwać, że to będzie film, który zburzy wszystko co do tej pory powstało, bo tak po prostu nie jest. To film, który ma być zgrabnie opowiedzianą historią, wywołującą pewien, różny dla każdego, efekt.

Co jest największym wyzwaniem, kiedy robisz swój pierwszy film?

Wyzwań mamy bardzo dużo od roku. Na początku masa kwestii produkcyjnych. Stworzyliśmy do tej pory scenariusz, plany, projekty i oczywiście wszystko, co związane z produkcją. O część produkcyjną w ogóle nie musiałem się denerwować, ponieważ od samego początku bardzo sprawnie na miejscu działali Marysia Surzycka i Maciek Pytel.

Co Cię zainspirowało do stworzenia tej historii?


Wiele filmów. Inspirowałem się też doświadczeniami z dzieciństwa, kiedy często bywałem w teatrze.

Wnętrze Teatru Słowackiego w połączeniu w gatunkową historią może być kiczowate.

Z drugiej strony wiele etiud studenckich powstaje teraz na imprezach, też można powiedzieć, że to kiczowate. Teatr gra rolę w filmie. Nie bierzemy Teatru Słowackiego, tylko dlatego, że znajduje się w pięknym budynku, na pewno nie będzie ujęć, które służyłyby tylko podkreśleniu jego walorów wizualnych. Nasz zamysł jest taki, żeby zestawić głównego bohatera z ogromem tego miejsca i z jego charakterem. Nie będę się starał przedstawić go jako perełki architektonicznej Krakowa, chociaż bez wątpienia nią jest. Chciałbym podporządkować jego rolę scenariuszowi. Zdaję sobie jednak sprawę, że tak to może zostać przyjęte.

Jesteś i scenarzystą i reżyserem. Nie myślałeś o wykorzystaniu istniejącego tekstu?

Ja stworzyłem swoich bohaterów, ze swoimi problemami. To w stu procentach historia wymyślona przeze mnie. Bardzo doceniam dobrych scenarzystów, ale i tak ostateczny wydźwięk filmu zależy od reżysera. Nie można powiedzieć, że łączenie funkcji scenarzysty i reżysera powoduje, że efekt jest zbyt hermetyczny dla widzów. Dobry reżyser, który buduje swoja markę, zamyka się w swoim świecie. To na pewno jest bardzo moja wizja i od samego początku czuwam nad wszystkim, kostiumami, zdjęciami czy scenografią. Jeśli ktoś powie, że efekt jest hermetyczny, niekoniecznie będzie to coś złego. Zobaczymy.
wywiad poprowadził: Mateusz Góra (18mm)



zobacz więcej
zobacz więcej
zobacz więcej

Zobacz również
Odcinek 1
Odcinek 2
Odcinek 3

You Might Also Like

0 komentarze