Okiem Agaty: filmowe fascynacje - Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy (Star Wars: The Force Awakens, 2015)

12/20/2015


Zapraszam do przeczytania kolejnej recenzji autorstwa Agaty.

Tym razem jest to recenzja jednego z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku, czyli „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy” w reżyserii J.J. Abramsa.

Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy (Star Wars: The Force Awakens, 2015)

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce… Tak zaczynał się każdy odcinek mojej ukochanej trylogii, którą zwykłam oglądać wraz z kuzynami przy okazji rodzinnych spotkań. Panie popijały kawę na werandzie i plotkowały. Panowie, w oparach dymu tytoniowego grali w karty, albo w tryk-traka, a znudzona młodzież słuchała muzyki, albo oglądała – najpierw dzięki kolekcji kaset VHS, a potem płyt DVD mojej ukochanej kuzynki – jak Hanowi Solo i spółce po raz enty udaje się wysadzić Gwiazdę Śmierci. Mijały lata. Niektórych pań, które siadywały na werandzie oraz panów, którzy organizowali w salonie quasi-jaskinię hazardu, nie ma już wśród nas. Młodsi członkowie rodziny porozjeżdżali się po świecie. Nie zawsze jest też czas i sposobność, aby spotkać się przy okazji świąt czy imienin w szerokim gronie, nie mówiąc już o zakończeniu imprezy rytualnym oglądaniem sagi Lucasa. Praktycznie nikt nie grywa już w karty, a plansza do tryk-traka leży gdzieś, zapomniana, na dnie szuflady. A jednak jest coś magicznego, co każe mi raz na jakiś czas wrócić do trylogii, obejrzeć choć fragment. Ostatnio zdarzyło mi się to w okresie Wszystkich Świętych.

I oto ja, kobieta po trzydziestce, nie kryjąca się ze swymi fascynacjami spod znaku S-F i Fantazy, oraz z nostalgią wracająca do oryginalnej sagi z lat 70-tych XX w., wybrałam się na długo wyczekiwaną kontynuację „Gwiezdnych Wojen”. Zobaczyłam i nie zawiodłam się. Fakt, po tym, co ujrzałam na ekranie kilka lat wcześniej pod postacią epizodów I, II i III moje oczekiwania nie były wygórowane. Niemniej, nowy reżyser, oryginalny scenariusz, świeże podejście, sporo środków na efekty specjalne – to mogło się skończyć zarówno wielką klapą jak i wspaniałym sukcesem.

Dla mnie nowy epizod „Gwiezdnych Wojen” jest jak powiew świeżości, a nie odgrzewanie starych kotletów. Czuję, że to kino jednocześnie puszczające na każdym kroku oko do dojrzałego widza, wychowanego na filmach Lucasa, jak i do nowych, młodszych odbiorców. Wspaniała jest zwłaszcza nowa heroina, Rey, w którą wcieliła się Daisy Ridley. Dziewczęca, wiotka, zgrabna... Na fotosach wydawała mi się nawet zbyt androgeniczna. Na ekranie błyszczy. Wcale nie wygląda na swoje 23 lata. Właściwie nie wiadomo na ile wygląda. Jako Rey jest urodzonym Jedi – osobą którą definiuje nie wiek i płeć, ale budząca się w niej Moc. Scena, w której bohaterka odkrywa, że może użyć Mocy, aby wpływać na cudze umysły, na długo należeć będzie do moich ulubionych w całej sadze.

Jako miłośniczce poprzednich części oczywiście przypadł mi do gustu pomysł, aby odkurzyć dobrze znanych bohaterów: Hana Solo (Harrison Ford), Luke’a Skywalkera (Mark Hamill), Księżniczkę Leię (Carrie Fisher) oraz ich mniej „ludzkich” przyjaciół: Chewbaccę (Peter Mayhew) , C-3PO (Anthony Daniels) czy R2-D2.

Nowi bohaterowie: demoniczny Generał Hux (Domhnall Gleeson) i sympatyczny, uczuciowy Finn (John Boyega) czy męski Poe Dameron (Oscar Isaac) zaskoczyli mnie in plus. Ach, no i oczywiście nowy robocik – BB8 – wielce sympatyczny. Chętnie poobserwuję, jak te postacie rozwijają skrzydła w kolejnych częściach. Natomiast niejakiego Adama Drivera w roli Kylo Rena oceniam na razie in minus w porywach do neutralnie. Niestety, nie potrafił, jak dla mnie, zrzucić maski Adama Sacklera z „Dziewczyn”. Niemniej, czekam na nowy epizod sagi. W pełnym rynsztunku prezentuje się całkiem, całkiem. Gorzej, gdy ściąga przyłbicę. Być może na późniejszych etapach akcji pokaże coś więcej, niż tylko minę zagubionego chłopca, pragnącego stać się mężczyzną.

I na tym kończę. Polecam film i tyle. Innym fanom sagi może on przypaść lub nie przypaść do gustu, ale cóż… Ilu ludzi, tyle opinii. W mojej prywatnej filmotece „Przebudzenie Mocy” stanie się zapewne stałym gościem na wszelkich nudnawych, rodzinnych przyjęciach. Od czasu do czasu odkurzę go także w ciemny, zimowy wieczór. Zbyt bardzo spodobała mi się postać Rey, aby tego nie uczynić.
źródło zdj: starwars, theguardian

autorka recenzji: Agata

You Might Also Like

1 komentarze

  1. Słyszałam, że BB8 podbija serca!
    Nie znam za dobrze poprzednich części, nie jestem fanką serii... Sama nie wiem.

    OdpowiedzUsuń