The Florida Project (2017) - Biednie a kolorowo.

grudnia 30, 2017


Myli tropy, umiejętnie dawkuje emocje i pokazuje nam trudną rzeczywistość oczami dziecka – w takiego właśnie „kotka i myszkę” bawi się z nami Sean Baker w filmie „The Florida Project”. A o wszystkim pisze Marta Łozowska
7

Biednie a kolorowo
To mógłby być dokument społeczny. Ale nie jest. Choć temat, by do tego upoważniał. Ale amerykański reżyser Sean Baker daje nam więcej - niebanalny komediodramat, którego przewrotnie – punktem wyjścia – staje się temat banalny, by nie powiedzieć patologiczny.

Reżyser swój film oparł na kontrastach. Jest jednocześnie biednie, ale i kolorowo. Trafionym okazał się także zabieg połączenia na ekranie gry naturszczyków z Willem Dafoe. Jego postać menadżera motelu urzeka ciepłem i troską o mieszkańców. Dla odmiany postać Halley – grana przez debiutującą Brię Vinaite, irytuje – praktycznie przez cały film, bo jest pyskata, arogancka, infantylna, a nawet brutalna (szczególnie, gdy bez zapowiedzi spuszcza łomot swojej przyjaciółce). Jest soczewką, w której skupia się patologia, którą chce sportretować reżyser. Choć, to wcale nie patologiczne zachowania stają się tematem i przedmiotem filmu. Reżyser dawkuje wrażenia tak umiejętnie, że do tej samotnej matki czujemy sympatię – bo jest na swój sposób zaradna, nie poddaje się przeciwnościom losu, a przede wszystkim bezapelacyjnie kocha swoją córkę. Dlatego to, co jej się przytrafia - z punktu widzenia moralnego i społecznego ładu jest prawidłowe, odczuwamy jednak jako krzywdzące. Tym samym udaje się Bakerowi uniknąć banału. Reżyser sprytnie zresztą ociera się o banał i osadza akcję niby w samym środku, a jednak na obrzeżach amerykańskiego kiczu (rzecz dzieje się bowiem w tanim motelu obok parku rozrywki Disney World).

I to dziecko – fenomenalnie naturalna, sześcioletnia Brooklynn Prince jako Moonee. Prawdziwa perełka tego obrazu! Także z jej punktu widzenia obserwujemy tę historię. Z pozoru jest kliszą matki, urwisem, ale ma w sobie ten rodzaj dziecięcej spontaniczności, że szybko zjednuje sobie przyjaciół, a każdy dzień staje się przygodą, mimo tego, że z braku funduszy, do pobliskiego parku rozrywki nigdy nawet nie zajrzy. Jest pomysłowa (jak wtedy, gdy wyciąga drobne na lody od przypadkowych przechodniów czy wznieca ogień w pobliskich ruinach), uśmiechnięta i szczęśliwa, choć życie jej nie rozpieszcza. Umie cieszyć się z małych rzeczy czy zjawisk (jak tęcza) i żyje pełną piersią tu i teraz. Łzy tej dziewczynki stają się punktem kulminacyjnym filmu – a, co warto podkreślić, płacze tylko raz.

Daje 8/10 – za świetne wyczucie i operowanie kontrastem oraz za niespiesznie opowiedzianą historię, która dzięki temu dodatkowo zyskuje na niuansach i szczegółach.


autorka: Marta Łozowska

You Might Also Like

0 komentarze

Flickr Images